niedziela, 1 grudnia 2013

Namalowany świat Dominika Jasińskiego

Młody i bardzo uzdolniony artysta, aktualnie swoje dzieła wystawia w Polsce oraz Irlandii. Jego obrazy zdobywają serca i sprawiają, że wiernie powracamy je podziwiać. Maluje, tworzy grafiki, ilustracje i rysunki. 





Sztuka zawsze była obecna w moim rodzinnym domu, głównie pod postacią książek – moja Mama jest bibliotekarką. Do dzisiaj pamiętam jak po tych książkach rysowałem. Pamiętam też rysunki mojej Mamy na marginesach różnych zeszytów. Zawsze to były twarze albo kwiatki, chyba podświadomie te Jej ‘bazgroły’ zachęciły i mnie do rysowania.”
Dominik Jasiński jest absolwentem wydziału Grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od 2004 roku wystawia swoje prace z roku na rok zdobywając coraz większą rzeszę wielbicieli swojej sztuki.
Jego obrazy są bardzo charakterystyczne, przepełnione kolorami, odważną linią. Portrety, które maluje Dominik Jasiński są nacechowane subtelnością i magiczną energią, zapraszają nas w bajkowy kolorowy świat, który artysta sam chciałby namalować.
 

Art i Fakt: Zachwycająca galeria obrazów, charakterystyczne i pełne kolorów, skąd czerpiesz inspirację?
DJ: Rzeczywiście nieczęsto sięgam po czerń w swoich pracach. Może dlatego, że studiowałem grafikę i czerń rezerwuję dla prac graficznych. A może dlatego, że chciałbym pokolorować cały świat. Tyle kolorów się czai w każdym dniu – ja pozwalam sobie je zauważyć, bo naprawdę wystarczy się uważnie rozejrzeć, żeby dojrzeć piękno świata. Może brzmi to naiwnie, ale kiedy otaczam się kolorami to nie tracę czasu na bolączki. Podobnie jest z inspiracjami. Staram się je dostrzegać dookoła mnie. Nawet najbardziej banalne rzeczy jak brud na ścianie potrafią zainspirować, bo w tym brudzie można doszukać się jakiegoś bardziej zdefiniowanego kształtu, wzoru – i tyle wystarczy, żeby wyobraźnia zaczęła działać. Kiedyś dużo chodziłem na wystawy, oglądałem albumy z reprodukcjami innych artystów i chciałem malować tak jak oni. Dopiero na studiach nauczyłem się, że kopiowanie jest umiejętnością bardzo cenną i uczy techniki malowania, ale prawdziwa sztuka powinna wypływać ze mnie i być wypadkową tego co się nauczyłem i tego co sam chcę powiedzieć, niekoniecznie zaś naśladowaniem czegoś, co mi się podoba.
AiF: Czy mogę pokusić się o stwierdzenie, że Twoje portrety zaliczają się do malarstwa impresjonistycznego?
DJ: Impresjonistów cenię bardzo, ale chyba jednak więcej we mnie  siedzi secesji. Lubię malować „wrażeniowo”’ i żywiołowo, pociągają mnie kolory miejscowe – więc chyba dużo z impresjonizmu zapożyczyłem. Dla mnie ważne jest to, co się działo w malarstwie wcześniej, bo studiując różne sposoby malowania poniekąd odkrywam samego siebie. Nawet kiedy nie do końca zgadzam się z daną estetyką, to staram się ją uszanować i przynajmniej trochę zrozumieć.
AiF: Jakiej techniki używasz malując obrazy?
DJ: Od zawsze maluje techniką olejną. To były moje pierwsze farby i miłość do nich została do dziś. Ich faktura, szklistość, a jednocześnie ciężar, czy nawet zapach – to lubię najbardziej. Próbowałem swoich sił w akrylu i akwareli, ale to nie to samo. Akryl wysychając matowieje i traci dużo głębi, robi się płaski, a akwarela jest chyba dla mnie zbyt trudna. Co jakiś czas mam ochotę po nią sięgnąć, ale rodzi to więcej frustracji z mojej strony niż zadowolenia, a efekt końcowy nie wygląda zbyt zachęcająco.
AiF: Czy jest miejsce gdzie możemy aktualnie podziwiać Twoją sztukę?
DJ: Tak, jest kilka takich miejsc. Mam przyjemność pracować ze wspaniałą agentką, Mirką Misiewicz, która czuwa nad tym, żeby była ciągłość w wystawach. Do końca lutego obejrzeć można jeszcze wystawę Jasinski&Friends II w Amaristo Galeria Przy Teatrze w gmachu Teatru Narodowego. Mam przyjemność być jednocześnie kuratorem tego projektu I cieszy mnie jak z roku na rok rośnie w siłę. Poza tym do jesieni trwa moja wystawa w Number14 Gallery w Greyabbey oraz w The Yard Gallery w Holywood (oba miasta to Irlandia Północna). Mirka pracuje teraz nad nowymi wystawami w Polsce, ale jeszcze się nie chwalę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz